28 marca 2019

Beer Geek Madness 7: Rage. Impreza jak zwykle na najwyższym poziomie.

Mija tydzień od Beer Geek Madness 7: Rage. Czas zatem na nasze małe podsumowanie!

Beer Geek Madness przyzwyczaił nas trochę do bardzo wysokiej jaości, w związku z tym i oczekiwania nasze urosły. Tegoroczna edycja Beer Geek Madness upłynęła pod hasłem RAGE. Na dzień przed BGM Browary z UK i USA gościły na kranoprzejęciach w kilku wrocławskich multitapach. Akcja nazywała się „Next tap” i na Facebooku można zobaczyć jak świetnie się bawiliśmy. Dodatkowo, odwiedzając każde z miejsc biorących udział w akcji i wypijając tam piwo, można było zebrać komplet pieczątek i wziąć udział w losowaniu nagród ufundowanych przez BGM. Zarówno przedstawiciele browarów, jak i sami odwiedzający mieli możliwość porozmawiać o piwie, zrobić zdjęcie czy przybić piątkę. Wieczór ten upłynął zdecydowanie pod znakiem dobrego piwa. Pewnym już też było, że jeden z nas na sobotnią imprezę nie dotrze. Walka o życie z chorobą trwała nadal. Na szczęście drugi z nas miał świetnych pomocników. Dzięki Magda i Kuba!

Potem przyszła sobota. Wielki finał. Zaklęte Rewiry. I jak zwykle świetna pogoda (to już chyba tradycja na BGM:)) Na miejscu byliśmy na 2h przed otwarciem bramek. Mogliśmy się przyjrzeć pracy osób oceniających piwo polskich wystawców. Widać było, że poziom jest wysoki. Można było podsłuchać wiele ciekawych rozmów, sporów… o werdykcie za chwilę!

Bramki zostały otwarte. Gitarowa muzyka wypełniła cały obiekt. Foodtrucki zaczęły przyjmować pierwsze zamówienia, polały się pierwsze piwa.

No właśnie. Czas na najważniejsze, czyli piwo. Skupiliśmy się raczej na rodzimych produkcjach, faworyt natomiast przyjechał zza wielkiej wody, a był nim „Jadda!” – Imperial Stout witch Hazelnut, Coconut and Coffee przygotowany przez Browar Finback w kooperacji z HaandBryggeriet. Coś wspaniałego! Treściwe jak lejące się praliny wraz z ułożonym na jednym poziomie orzechem i kokosem, do tego delikatny i szlachetny alkohol. Nasz numer 1 wśród gości z zagranicy.


Podczas całej imprezy spróbowaliśmy całej masy świetnych i trochę mniej świetnych piw. Na wyróżnienie, według nas, zasługują między innymi:

  1. Browar Zakładowy: Turbo Sokowirówka – imperialne kwaśne malinowe (8,5% !) – Soczyste i jak sama nazwa wskazuje. Gdyby zmrozić je jeszcze bardziej, otrzymalibyśmy całkiem solidny sorbet owocowy. Na samą myśl o nim, ślinianki zaczynają nam pracować jak szalone. Inne sokowirówki były co najmniej dobre a tu doznaliśmy kompletnego odlotu.
  2. Browar Pinta: Profesor Laktator – Skim Milk RIS. No tego jeszcze nie grali… alkoholowe mleczko w tubce. Zdecydowana goryczka przeplatana aksamitną słodkością. Bardzo ciekawe doznanie które ciężko zdefiniować. Z wyglądu przypominało trochę stouta na azocie, który cały czas pracuje. Jak mleko wlane do kawy które nie chce się połączyć w całość. Miało wyjść dziwnie? Wyszło!
  3. Browar Szałpiw: Racha – Wymrażane DDH Double IPA. Przy 16% alkoholu zachować pijalność i walory smakowe? Szacun. Do tego cytrusy z chmieli w aromacie. Zabrakło może trochę goryczki lecz piwo powalało czymś zupełnie innym: pełniąi lekkim alkoholowym drapaniem w gardło przy kolejnych łychach. Co by nie mówić jedno z ciekawszych piw tego wieczoru.
  4. Browar Probus: O’Rage – berliner weisse z pomarańczą. Cała masa pomarańczy w tym piwie powodowała, że piło się je znakomicie! Pomarańcza obecna była w aromacie i w smaku. Cała masa soczystej pomarańczy. Szuwar, który z kwasów słynie powiedział nam, że nie jest z niego tak zadowolony jak ze swoich innych wypustów… No to czapki z głów, jeśli to piwo uważa za przeciętne!
  5. Browar Kazimierz: Ela Under My Umbrella – Tea Latte Ale. Herbaty jakie zostały użyte podczas warzenia, świetnie zagrały z całością. Były to Earl Grey z dodatkami owoców, co w połączeniu z chmielami dało wspaniałe efekty zarówno w aromacie jak i smaku. Laktoza wygładziła i nadała subtelności. Bardzo nam smakowało. Drugi kran to jedno z naszych ulubionych ciemnych piw: Ristafa w wersji BA…
  6. Browar Harpagan: Surdut Splendoru – Mega Imperial Oatmeal Ale (14% alko!). Prawdziwy Rage! Sebastian powiedział, że jego wizja tego piwa jest taka, że ma być pijalne i bardzo mocne. Udało się, choć w szkle częściej lądował… Buzdygan Rozkoszy (top trafiony w 10!)
  7. Browar Cztery Ściany: Squat – Apple Mint Sour Saison. Nikt by się nie spodziewał 7,6% po tak pijalnym piwie. Dominujące jabłko (opinie były podzielone czy zielone czy czerwone) muśnięte miętą okazało się strzałem w dziesiątkę. Kwaśna szarlotka lub słynny tymbark to najczęściej powtarzające się opinie.
  8. Browar Birbant: Rage = Madness – Fruity Strong Ale Whisky Barell Aged. To bardzo owocowa porcja kwaśności połączona ze szlachetnym, beczkowym alkoholem. Maliny tak bardzo zagrały przy tym piwie, że szok! Dobra wiadomość jest taka, że piwo trafi do butelek i będzie dostępne dla szerszej publiczności. Braliśmy dokładki więc zalecamy wypatrywać na półkach dobrych sklepów!

Gratulacje na ręce nagrodzonych w konkursach: Laureatem tegorocznego BEER GEEK CHOICE został browar Maltgarden za swojego I’m Your Barista – Coffee Imperial Stout.
W nagrodę Maltgardem wyjedzie wraz z ekipą BGM na Berlin Beer Week 2019 gdzie będzie mógł zaprezentować się szerokiej publiczności z Europy. Żałujemy, że nie spróbowaliśmy tego piwa bez dodatku świeżo parzonej kawy. Przez chwile mieliśmy wrażenie, że dodatek który nie bierze udziału w całym procesie produkcji podnosi atrakcyjność piwa, co nie do końca byłoby fair wobec innych. Wierzymy jednak, że piwo było świetne i bez tej otoczki i jeszcze raz gratulujemy.

W tym roku przyznano również nagrodę BEER GEEK MADNESS BEST AWARD. Zwycięzcą został Browar Funky Fluid wybrany przez panel ekspertów składający się z:
– jednego przedstawiciela z każdego zagranicznego browaru uczestniczącego w tegorocznej edycji BGM,
– aLondon Craft Beer Festival
– reprezentanta HonestBrew
Nagrodą w tym wypadku był udział w London Craft Beer Festival 2019 – jednym z najbardziej prestiżowych festiwali w Europie.

Jak to w krafcie bywa, zdarzyły się również piwa przeciętne lub z wadami. Nie przysłoniły one jednak całości i poziom imprezy śmiało można ocenić bardzo wysoko.

Chcielibyśmy jeszcze zwrócić uwagę na jeden aspekt, który nie przez wszystkich został chyba zrozumiany. Każda edycja ma swój motyw przewodni. W tym roku było to RAGE. Niestety dla całości, nie udzielił on się wszystkim. Sporo piw stworzonych na tę okoliczność w żaden sposób nie budziło w nas skojarzeń z tym motywem. Niektóre próbowały chociaż nadrabiać nazwą, ale przyznajemy – brakowało nam tego pazura i kreatywności. W tym też miejscu musimy wspomnieć o dwóch piwach, które na całej imprezie swoją fantazje na temat motywu przewodniego popełniły wręcz do granic zdrowego rozsądku! Browar Piwoteka ze swoim Cock Ale w wersji na zimno i gorąco. Tak. Na gorąco! Rosół piwny z całymi kurczakami pływającymi radośnie na powierzchni wielkiego garnka. Totalnie odjechany pomysł. Brawo Marek!
Liczyliśmy po cichu, że ekipa Browaru Golem również nie zawiedzie w tym aspekcie – nie pomyliliśmy się. Chłopaki przeprowadzili ankietę, w której zapytali „jakich dodatków w piwie nie lubisz najbardziej” po czym uwarzyli z nimi piwo… Wyszedł z tego Smoked Stout witch Red Habanero & Chipotle Peppers, Licorice, cinnamon & fenugreek. Takie rzeczy tylko u Golemów!

Organizacyjnie sama impreza odbyła się bez większych wpadek. Specyfika Zaklętych Rewirów pozwoliła rozpierzchnąć się tłumowi, dzięki czemu tylko w przejściach między salami robił się tłok. Wymieszanie browarów polskich z zagranicznymi też na duży plus (brawo, wnioski wyciągnięte!). Na mały minus: trochę mało foodtracków. Kolejki po jedzenie byłyby mniejsze, gdyby dokooptować ze dwa. Scena znów żyła, tym razem głównie muzycznie (obyło się bez, przez wielu źle ostatnio ocenionego roasta). Dobra muzyka na żywo zawsze robi robotę. Miejscami może ciut za duży hałas uniemożliwiał swobodną komunikację i jeśli chodzi minusy jakie zauważyliśmy to byłoby na tyle… Często słyszeliśmy o strasznych kolejkach do toalet. Tutaj powiemy: Ignorantio mapka nocet, czyli warto znać mapkę:). Pierwsze dwie toalety były rzeczywiście „zakorkowane”, ale kolejne już prawie puste. Raz tylko w okolicy północy zdarzyło nam się postać chwilę w kolejce. Jednak nie zapominajmy, że obiekt ma swoją wyporność i dysponuje konkretną liczbą toalet. Na imprezę nie da się ich dobudować 🙂

Słowa uznania również od tego, który musiał zostać w domu dla… sosów Razor. Buteleczka przygotowana specjalnie na BGM (God Save The Heat) okazała się być rzeczywiście heat (hot). Pełna recenzja będzie, ale na prywatnym profilu Pawła – chillheada. Stay tuned

Podsumowując – Kolejna bardzo udana (może nawet najlepsza?) edycja BGM. Życzymy sobie i organizatorom, aby utrzymali co najmniej taki poziom jak edycji 7. Pozostało nam czekać na ogłoszenie motywu przewodniego imprezy z numerem 8:

Do zobaczenia!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *