19 kwietnia 2019

Silesia Beer Fest VI: jest dobrze!

Kiedyś to było… dlaczego to zdjęcie? Szkło z czasów, gdy Silesia Beer Fest odbywała się jeszcze w Galerii Szyb Wilson, a w szkle… zwycięzca tegorocznej edycji konkursu na najlepszą premierę. Połączenie idealne!:)

Kiedy dowiedzieliśmy się, że kolejna edycja jednego z najważniejszych festiwali na mapie polskiego kraftu, jakim jest Silesia Beer Fest, znów odbędzie się w Spodku, zareagowaliśmy dość sceptycznie. Jednak klimat Galerii Szyb Wilson jest nie do przecenienia… A jednak! Prestiż miejsca (a przede wszystkim jego bliskość do… właściwie do wszystkiego), liczne udogodnienia, większa przestrzeń zdecydowanie wygrały. Choć jak popatrzyliśmy na szkła z poprzednich edycji, łezka w oku się zakręciła.

Od początku wiedzieliśmy, że czasu na analizę każdego z elementów na pewno nie będzie. Mogliśmy być w Spodku jedynie w sobotę, jedynie do ok. 19:50, bo o 20:12 odjeżdżał nasz ostatni pociąg. Przyjechaliśmy więc krótko przed 12:00 i po kilkunastominutowych poszukiwaniach „tylnego wejścia”, byliśmy w środku. Jak mawiał klasyk: „Mają rozmach sk…”. No mają! Ale po kolei.

„Technikalia”
Duża zmiana na plus. W sensie Spodek > Galeria Szyb Wilson pod tym względem zdecydowanie! Spora liczba toalet, płuczki (z wiaderek, ale jednak…), duża przestrzeń (w tym część trybun), perfekcyjna organizacja (choć paradoksalnie i to potrafiło uprzykrzyć życie, bo panowie ochroniarze nie dali się przekonać, żeby nas wpuścić bez „plakietki”), telebimy, scena w osobnym pomieszczeniu z nagłośnieniem, projektorem i przestrzenią dla słuchaczy (to też poniekąd było i minusem, gdyż ludzie zgromadzeni na hali głównej nie słyszeli wykładów), do tego strefa gier (bez prądu:p) i prawie 40 (sic!) browarów. Czego chcieć więcej? Osobnej sali dla foodtracków:p. Patrząc z ich perspektywy, w taką pogodę jednak łatwego życia nie mieli… z drugiej strony, jeśli miałyby być w hali, to zdecydowanie lepiej było tak, jak było. Reasumując: ten element zagrał bardzo!

Frekwencja
Początkowo nie zapowiadało się to dobrze. 12:00 sala pusta: to powiedzmy nikogo nie dziwi, ale o 15:00 niewiele się zmieniło. Sobota. Helou!! Na szczęście już dwie godziny później minimalne, kilkuminutowe kolejki pozwoliły (organizatorom i wystawcom) odetchnąć z ulgą. Nie zaglądaliśmy tym drugim do portfela, ale wydaje nam się, że zawiedzeni nie wyjechali. Być może te 4 browary mniej zagęściłyby trochę przestrzeń, niemniej 2 więcej nie spowodowałyby pustek. Naszym zdaniem liczba trafiona. Z frekwencją naturalnie łączy się promocja. Na ten aspekt słyszeliśmy najwięcej narzekań i… byliśmy bardzo zdziwieni tym faktem! Co prawda nie jeździliśmy specjalnie po Katowicach szukając plakatów, czy ulotek, to jednak zauważyliśmy bilbord i banery (lekko potargane przez wiatr) na Spodku. Internet? Prawie 20 tys. ludzi w wydarzeniu na Facebooku! Marzenie niejednego festiwalu… Reasumując: 4/5 🙂

Atrakcje dodatkowe
O scenę piwną organizatorzy zadbali w każdym calu! Była elita polskiej piwnej blogosfery z nami na czele <żart>! A tak poważnie: różnorodność (tak treści, jak i formy) wykładów spowodowała, że praktycznie cały czas ktoś czegoś słuchał (wydawało nam się, że nawet z zainteresowaniem!). Tutaj chcielibyśmy bardzo serdecznie podziękować naszym fanom za to, że z nami byli! Nie spodziewaliśmy się tak ciepłego i licznego przyjęcia, a rozmowy kuluarowe zatrzymały nas na dłużej. Dzięki! Co poza tym? Standardowo: była strefa piwowarów domowych (trochę z boku, przy scenie, ale tłumy były!) i strefa gier (hala główna), która również cieszyła się zainteresowaniem. Takie trochę „must have”. Pamiętajcie, że przy organizacji takiego festiwalu mamy dwa wyjścia: albo promujemy sztosy i przyciągamy beergeeków, albo… robimy biesiadę. Silesia Beer Fest była tak trochę po środku, bo z jednej strony sztosy były (o tym za chwilę), z drugiej widać było, że odwiedzający to w znacznej mierze „normiki”, czyli ludzie chcący napić się dobrego piwa, niekoniecznie wszystko o nim wiedzący. Naszym zdaniem mogłoby być trochę więcej biesiady (jednak!). Mówimy teraz z perspektywy odwiedzających i wystawców, nie swojej. Zabrakło muzyki i/lub innych form artystycznych (może na wzór Beergoszczy stand-up? Tam „pykło”). Z drugiej jednak strony mogłoby to niektórych wypłoszyć… tak w ogóle to chyba największe wyzwanie dla organizatora: jak dać ludowi igrzysk, jednocześnie nie wpływając negatywnie na ocenę poziomu imprezy? To trudne. Na Silesii się udało. Bezpiecznie

Piwo
Dobrze. To teraz przejdźmy do najważniejszego, w końcu mówimy o Silesia BEER Fest. I tutaj chyba możemy mówić o największym sukcesie festiwalu. Sporo wystawców, ogromna liczba piw (w tym premier) i… sztosy. No były! Poniżej nasze rezime (kolejność prawie przypadkowa):

  • Browar Łąkomin: Czarny Basior – Black Barley Wine (25 BLG, 10,5% alk.)

Czarna, klasyczna (angielska) wersja Barley Wine’a. Jak u Łąkomina: bardzo czysto, bardzo klasycznie, bardzo dobrze. Jest karmelowo, słodko (ale nie ulepkowato!) Dobrze, ale jednak… Basior (nie black, ten amerykański:)) zdecydowanie bardziej:). Niemniej: pozycja godna uwagi.

  • Browar Piekarnia Piwa: Czyli Czorne Bowmore BA – Smoked Stout BA (16 BLG, 6,6% alk.)

Zaskoczeni, że nie Coffee Twist BA? Też był świetny, ale… Łomamusiu, co beczka zrobiła w Czyli Czornym! Przede wszystkim BARDZO wygładziła i ugrzeczniła to piwo. Zredukowała się przesadzona w podstawce ostrość, wędzonka również jakby mniejsza, ale świetnie zagrała z wanilią i czekoladą z beczki. Pozycja obowiązkowa!

  • Browar Maryensztadt & Dr BrauWolf: Joyride – Aronia Sour Ale Rioja Barrel Aged (18 BLG, 8% alk.)

No pięknie. Zdecydowane nuty winne (trochę nawet przykryły aronię, z drugiej strony… przesz to podobne jest w smaku!:p Kwaśność nie jest przytłaczająca, tanin praktycznie brak. Bardzo udana kooperacja.

  • Browar Deer Bear: Let’s Cook – Mango Gose (12 BLG, 4,6% alk.)

To piwo dostaliśmy… przez pomyłkę! Podchodząc do stoisk browarów zwykle zadajemy to samo pytanie: co mamy pić? Tutaj może mała dygresja: pojawiły się w sieci głosy, że „wszystko nam smakuje”. Otóż zwykle dostajemy „to, co browar ma najlepsze” (bo o to prosimy), stąd częste zachwyty nad piwami. Jak poszperacie, to zobaczycie, że są też takie, które nam nie podeszły. Ale wracając… Poprosiliśmy Grzesia, żeby polał, co tam ma dobrego, to sięgnął po premierę (o ile pamiętam miała to być jakaś IPA). Niuch no bucha jakimś owocem… ej, to chyba nie jest to piwo! Grześ powąchał… No nie jest, dobra, czekajcie, pomyliłem się… jakie szczęście, że nie oddaliśmy szkła! Powąchaliśmy jeszcze raz, wzięliśmy po małym łyku… no świetne! Ogromne pokłady mango, spora pełnia, soczkowość, sól prawie niewyczuwalna… Genialne! Do tego piękne, ze świetną, śnieżnobiałą pianą… Bierzta!

  • Browar Trzech Kumpli: Amok – Honestly Hopped IPA (16 BLG, 6,1% alk.)

Buchnęło chmielem! Potwierdzamy, jest Fu…in honestly hopped! W smaku ogrom cytrusów, jest melon, pomarańcza, grejpfrut. Bardzo, bardzo soczkowe i pełne. Wiadomo: Trzecy Kumpli. Jakość gwarantowana

  • Browar Perun: Dusza Widmo – English Barley Wine with Cherries (25 BLG, 10,3% alk.)

Paluch chyba nie umył szkła. Niucha… ORZECHY! Przecież tam jest cała masa orzechów, przez które przebija się intensywna wiśnia, trochę innych estrów… Barczu powąchał: chyba Ty! Orzechów nie ma. To samo szkło. Argument nieumycia odpada. Generalnie nikt potem tych orzechów niw wyczuł. Paluch pogrążył się w zadumie, wpadł w smutny nastrój. Chyba się nie zna. A tak poważnie: no jeden z nas wyraźnie czuł orzechy. Ktoś jeszcze?? W smaku natomiast #teamsłodyczka zdecydowanie. Bardzo gęsto, słodko, przyjemnie. Może ciut zbyt ulepkowato.

  • Browariat: wszystko – style różne (dużo BLG, dużo alk.)

Tego pana przedstawiać chyba nie trzeba. Browariat = sztos. Była ostatnia beczka Lizard of KOZ z kultowego browaru Founders, były sztosowe IPY i RISy. Oceniać nie będziemy, ale jeśli gdzieś spotkacie Roberta ze swoim niezwykle oryginalnym stoiskiem, walcie w ciemno!

And the winner is…

  • Browar Moczybroda: Ciemność Widzę – Blueberry Milk Stout (15 BLG, 5,4% alk.)

Piwo wygrało tegoroczny konkurs na najlepszą premierę i… w naszej opinii jest to jak najbardziej zasłużone zwycięstwo. Brawo! Gratulujemy. To już kolejne świetne piwo z tego nowego na polskiej scenie kraftowej browaru. Pierwszym był Nekter Bogów, czyli nektarynkowy sour (recenzję możecie zobaczyć na livestreamie z Targów Piwa Piwowary w Łodzi. Ale wróćmy do piwa. Wyglądało ono tak se, ale już pierwszy niuch potwierdził, że mamy do czynienia ze (nie bójmy się tego słowa!) SZTOSEM. Wspaniały zapach borówek w cieście, lodów (ale takich z mlekiem, nie sorbetu) oraz owoców leśnych. Zapowiadało się bardzo słodko… i tak było! Zdecydowanie #teamsłodyczka. Do tego wysoka pełnia, niska goryczka. W smaku dużo więcej nut czekoladowych, odrobinę kawy i znów lody. Bardzo zagrało. Gratulujemy!

Podsumowanie
No dobrze było! Przede wszystkim widać, że to już jest bardzo poważne i duże przedsięwzięcie. Ogólnie oceniamy na mocne 4,25/5. W skrócie:
Co zagrało?
– organizacja – wszystko na miejscu, brak wtop, świetny kontakt (pomimo ogromu obowiązków)
– PIWO – czyli element kluczowy. Spora różnorodność, ogrom premier i po prostu wysoki poziom
– „technikalia” – to trochę też organizacja, ale jednak coś innego: dostęp do toalet, odpowiednie kolejki, przygotowanie sceny itp
– miejsce – naszym zdaniem komfort plus lokalizacja Spodka > klimat Szybu Wilson. Jednak.
Co warto przemyśleć?
– Ustawienie foodtracków (tak, wiemy, gdyby świeciło słoneczko i było +20, chwalilibyśmy ten element). Na pewno lepiej na zewnątrz niż w hali z piwem, ale… może jest jakieś wyjście?:p
– wincyj muzyki – nam trochę zabrakło tego elementu. Dziwnie to zabrzmi, ale… warto trochę pójść w mainstream. Jednak.

Serdecznie dziękujemy za zaproszenie, jeśli na kolejną edycję również je otrzymamy: na pewno przyjedziemy. To samo sugerujemy wszystkim czytającym. Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *